Przez lata nauczyliśmy się wybierać probiotyki niemal tak, jak wybiera się większe opakowanie produktu w sklepie. Pięć miliardów bakterii, dziesięć miliardów, dwadzieścia miliardów. Im większa liczba na etykiecie, tym większe przekonanie, że preparat musi być skuteczniejszy. Tylko że mikrobiom nie działa jak magazyn, który trzeba zapełnić bakteriami!
Jest aktywnym ekosystemem, w którym mikroorganizmy nieustannie konkurują ze sobą, współpracują, wykorzystują dostępne substancje odżywcze i wytwarzają setki związków chemicznych. To właśnie te związki – metabolity -są jednym z najciekawszych języków komunikacji pomiędzy mikrobiotą a naszym organizmem.
Dlatego coraz mniej interesuje mnie pytanie: „ile bakterii znajduje się w probiotyku?”, a coraz bardziej:
co ten konkretny szczep potrafi zrobić, kiedy znajdzie się w jelicie, a co najważniejsze, czy ma jakąkolwiek siłę przebica, kiedy samej bakterii już nie ma na pokładzie??
I właśnie z tej perspektywy zaczęłam przyglądać się Laktobacylinie Le Ferment, zawierającej Lactiplantibacillus plantarum Lactobacilline LF22.
Co ciekawe, po rozmowie z zespołem Le Ferment moja uwaga przesunęła się jeszcze dalej. Nie tylko z liczby bakterii na szczep. Zaczęłam patrzeć również na to, co znajduje się już w gotowym produkcie po procesie fermentacji i cxrzeczywiście jest w stanie dotrzeć dalej niż żołądek.
L. plantarum należy do bakterii kwasu mlekowego, dlatego jednym z podstawowych produktów jego metabolizmu jest mleczan. I choć dziś wszyscy chcą mówić głównie o maślanie, mleczan wcale nie jest mało istotny.
Może wpływać na pH środowiska jelitowego, ograniczać warunki sprzyjające części niepożądanych mikroorganizmów, ale przede wszystkim może zostać wykorzystany przez inne bakterie. To zjawisko nazywamy cross-feedingiem.
Jedna bakteria produkuje metabolit, druga go wykorzystuje i produkuje kolejny. W ten sposób nawet bakteria, która sama nie produkuje dużych ilości maślanu, może pośrednio wspierać środowisko sprzyjające jego powstawaniu.
I to jest dla mnie ogromnie ważne.
Nie pytam więc wyłącznie: „Czy ten szczep produkuje maślan?”
Pytam: „Co jego obecność uruchamia w całym ekosystemie?”
Podczas spotkania z zespołem Le Ferment zobaczyłam dane pokazujące, że pojedyncze szczepy mogą produkować około 300–700 metabolitów, z czego około 200 można obecnie zidentyfikować i zinterpretować. Co więcej, część metabolitów jest wspólna dla różnych szczepów, a część może być charakterystyczna tylko dla konkretnego z nich.
W analizach pojawiały się między innymi kwas mlekowy, kwas indolo-3-mlekowy, indolo-3-octowy, fenylomlekowy, hydroksyfenylomlekowy czy hydroksyfenylooctowy. To związki badane w kontekście bariery jelitowej, odpowiedzi immunologicznej, stresu oksydacyjnego czy aktywności przeciwdrobnoustrojowej.
I tu ważne zastrzeżenie: obecność metabolitu w produkcie nie oznacza automatycznie udowodnionego efektu klinicznego u człowieka. Ale pokazuje coś bardzo istotnego – probiotyk jest czymś więcej niż tylko żywą bakterią.
To jedna z rzeczy, która jest dla mnie szalenie ważnym kryterium jakości.
W Le Ferment metabolity analizowane są również bezpośrednio w produkcie pobranym z butelki, czyli w formie, którą rzeczywiście przyjmuje konsument. Do identyfikacji wykorzystuje się chromatografię i spektrometrię mas, a związki są wielokrotnie potwierdzane.
To ważne, ponieważ bakteria może zachowywać się świetnie w idealnych warunkach laboratoryjnych, ale znacznie istotniejsze jest to, co faktycznie znajduje się w gotowym preparacie.
Według przedstawionych przez Le Ferment wyników płynny produkt przeszedł wieloetapową symulację przewodu pokarmowego obejmującą kwaśne środowisko żołądka, enzymy trawienne, warunki dwunastnicy i działanie soli żółciowych.
Uzyskano około 96% przeżywalności bakterii mimo braku kapsułki czy otoczki dojelitowej.
To wynik laboratoryjny, a nie jeszcze badanie kliniczne u ludzi, ale zdecydowanie pokazuje, że sama forma płynna nie musi oznaczać słabej przeżywalności.
W badaniach Le Ferment obserwowano zahamowanie wzrostu wybranych mikroorganizmów, między innymi Salmonella, Listeria monocytogenes czy E. coli. Co ciekawe, aktywność przeciwdrobnoustrojowa utrzymywała się także po unieczynnieniu bakterii wysoką temperaturą.
To sugeruje, że część działania może wynikać nie tylko z obecności żywych bakterii, ale również z metabolitów, które zdążyły wcześniej wyprodukować. I właśnie tutaj zaczynamy wchodzić w świat postbiotyków.
Nie dlatego, że Lactiplantibacillus plantarum jest kolejną „dobrą bakterią”. Interesuje mnie dlatego, że może być elementem większej sieci metabolicznej.
Produkuje mleczan i inne kwasy organiczne, może uczestniczyć w cross-feedingu, wpływać na środowisko mikrobiomu i tworzyć związki o potencjalnej aktywności przeciwdrobnoustrojowej. Dodatkowo gotowy produkt zawiera już część metabolitów powstałych podczas fermentacji.
Czyli nie dostarczamy wyłącznie bakterii, dostarczamy również fragment środowiska metabolicznego, które te bakterie wcześniej stworzyły.
To pytanie jest po prostu zbyt proste, znacznie ważniejsze jest: czego mój albo Twój ekosystem jelitowy potrzebuje teraz?
W jednym momencie może chodzić bardziej o konkurencję mikrobiologiczną, w innym o cross-feeding, wspieranie bariery czy odbudowę funkcji metabolicznych mikrobiomu.
I właśnie dlatego przyszłość probiotykoterapii widzę nie w coraz większych liczbach CFU, ale w poznawaniu metabolicznych fingerprintów konkretnych szczepów. Bo w jelicie nigdy nie chodziło o jednego samotnego bohatera. Chodzi o to, co potrafi zrobić cały ekosystem.