Są takie momenty, kiedy patrzysz na siebie i myślisz:„Serio? Przecież Ty uczysz innych, jak to ogarnąć…”
I właśnie w takim momencie jestem.
Jem słodkie częściej, niż bym chciała, czuję ten ciąg, którego nie da się zagadać „rozsądkiem”, przez chwilę możesz pomyśleć, że to brak dyscypliny.
Tylko że nie! To jest coś, o czym mówi się za mało:czasem Twoja biologia wygrywa z Twoją wiedzą, z moją też!
Nie obudziłam się pewnego dnia z myślą: „Od dziś psuję sobie relację z cukrem”.
To się wydarzyło po cichu, ale dosyć szybko, trochę nieoczekiwanie.
Turbo stres, nieprzespane noce , rozjechany cały rytm dnia, uraz kostki, który dorzucił swoje trzy grosze w postaci stanu zapalnego i zmiana pracy metabolizmu.
Niby nic spektakularnego. A jednak wystarczająco dużo, żeby moje ciało powiedziało:
„Okej, wchodzimy w tryb przetrwania.”
W tym trybie nie chodzi o „zdrowe wybory” – Chodzi o przetrwanie.
Kortyzol idzie w górę , glukoza idzie w górę, komórki przestają słuchać insuliny tak, jak powinny. Dodaj do tego niedospanie i masz gotowy przepis na to, żeby rano obudzić się zmęczoną i myśleć tylko o szybkim źródle energii. A stan zapalny? On tylko dolewa oliwy do ognia. Bo organizm w trakcie regeneracji potrzebuje więcej paliwa i tym paliwem bardzo często staje się… glukoza.
To jest moment, w którym coś się zmienia. Bo to nie jest już kostka czekolady dla przyjemności , tylko potrzeba z którą niesamowicie trudno wygrać. Potrzeba szybkiej i intensywnej dopaminy w postaci cukr. Taka dzika ochota, która nie pyta Cię o zdanie 🙂
I jeśli jesteś w tym miejscu, bardzo możliwe, że znasz to uczucie: jesz… i nawet nie do końca czujesz, że to była Twoja decyzja. A potem pojawia się frustracja, za nią idzie jeszcze większe zmęczenie i kaskada zdarzeń się zaczyna. Kawa na pobudzenie, szybkie węglowodany, energetyk, nie wiem co jeszcze…
To jest moment, w którym coś się zmienia. Bo to nie jest już kostka czekolady dla przyjemności , tylko potrzeba z którą niesamowicie trudno wygrać. Potrzeba szybkiej i intensywnej dopaminy w postaci cukr. Taka dzika ochota, która nie pyta Cię o zdanie 🙂
I jeśli jesteś w tym miejscu, bardzo możliwe, że znasz to uczucie: jesz… i nawet nie do końca czujesz, że to była Twoja decyzja. A potem pojawia się frustracja, za nią idzie jeszcze większe zmęczenie i kaskada zdarzeń się zaczyna. Kawa na pobudzenie, szybkie węglowodany, energetyk, nie wiem co jeszcze…
Że to nasza wina i że „powinnyśmy ogarnąć”!
Przecież wiesz, że to nie jest optymalne, ja też to wiem. Tylko że wiedza nie działa, kiedy organizm jest przeciążony. Dlatego zakładam sensor. Nie po to, żeby się maniakalnie kontrolować, ale po to, żeby jeszcze lepiej zrozumieć moje ciało i jego potrzeby.
Chcę zobaczyć:
Bez zgadywania i bez teorii, tylko obserwacja fizjologii mojego organizmu.
I może najważniejsze! To nie jest historia o tym, że „coś poszło nie tak”, tylko historia o tym, że organizm robi dokładnie to, do czego został zaprojektowany – próbuje mnie ochronić. Tylko narazie robi to w sposób, który dziś mi nie służy. Ja wiem, jak powrócić na właściwą ścieżkę, a Ty? Jeśli czujesz, że Twoja relacja z cukrem też zaczyna się rozjeżdżać… zatrzymaj się na chwilę.
I zamiast pytać: „co ze mną jest nie tak?” zadaj sobie pytanie: „co moje ciało próbuje mi powiedzieć?”
Ja właśnie zaczynam tych odpowiedzi słuchać i będę Cię tym procesie wspierać.